To słowa wojaka Szwejka skierowane do pani Millerowej, w słynnej powieści Jaroslawa Haska. Trudno ich nie przywołać, w kontekście pism, jakie otrzymują obywatele Polski, których majątek – jak na przykład samochody – jest ewidencjonowany, celem zarekwirowania na wypadek wojny. Rzecz jasna obowiązkiem każdego obywatela jest bronić Ojczyzny, swym majątkiem i życiem, jednak w sytuacji, w której nasi mężykowie stanu uprawianie prawdziwej polityki mają zakazane, będąc sługami już to „narodu ukraińskiego”, już to zakładnikami polityki USRaela, już to Volksdeutschami realizującymi interesy niemieckie, nie miejmy złudzeń, że jak któryś z tych obcych ośrodków dyspozycyjnych wyda rozkaz, to każdy Polak, w nie swoim interesie, nadstawi nie tylko własnego majątku, ale i gardła. Pozwolę sobie wyrazić opinię, że ponieważ Amerykanie dążą do zakończenia wojny na Ukrainie i tamtejszy prezydent, którego prezydentura formalnie dawno wygasła, nie ma w sprawie ustaleń między Putinem a Trumpem nic do powiedzenia na temat losów swojego kraju, mimo iż w hierarchii ważności jest daleko wyżej postawiony niż prezydent Duda – no to ktoś porządku na tej przyszłej, niewątpliwie zawsze płonącej linii demarkacyjnej między Ukraińcami a Rosjanami będzie musiał pilnować. USA zapowiedziały że wojsk swoich nie wyślą, a NATO wespół z Brytyjczykami szuka frajera, którego rękami można by tego dokonać. A gdzież znajdzie bardziej sprawdzonego historycznie frajera, niż w Polsce, gdzie i wszelakie Zdradki Sikorskie i Dudy dmą groźnie w dudy, gotowi wkręcić nas po raz kolejny w maszynkę do mielenia mięsa? Zatem zamieszczony w załączeniu dokument utwierdza mnie w przekonaniu, że stosowne dyspozycje zostały wydane, nasza niezwyciężona i rozbrojona armia, która swego czasu nie zauważyła zgubienia 240 min, które odnalazły się w magazynie Ikei – już ćwiczy, a jak się komuś spisuje samochód na wypadek wojny, to nie po to, żeby był spisany, ale w naszych warunkach po to, żeby go użyć. To trochę jak w sztuce – jeżeli w pierwszym akcie pojawia się pistolet, to wiadomo, że w ostatnim wystrzeli.
Oczywiście moje krakanie może się nie sprawdzić, ale zawsze to lepiej chuchać na zimne, być przygotowanym w oczekiwaniu na objawienie, na jakim to ołtarzu my Polacy, którzy tylko oficjalnie przekazaliśmy Ukrainie 5 procent PKB, mielibyśmy znów zostać ofiarowani.
Może być też tak, że nasz busik będzie potrzebny na kolejnym etapie tworzenia Ukropolu, albo jak ukraińskie rezuny wrócą do swych rodzin w Polsce, wzmacniając już rosnące szeregi przestępczości zorganizowane zza wschodniej granicy. Otwartym pozostaje pytanie, czy w wariancie powtórki z Wołynia, którą już co poniektórzy publicznie zapowiadali, tłumacząc się potem „przejęzyczeniem”, nasz busik posłuży obronie polskich obywateli, czy raczej ich pacyfikacji? Mając w pamięci plandemię, obawiam się, że raczej pacyfikacji.
Zatem powtarzam za wojakiem Szwejkiem: będzie wojna, aż miło!












1 komentarz. Zostaw komentarz
Nie chodzi przypadkiem o zastraszenie, żeby wóz nie brał udziału w „nieprawilnych” kampaniach wyborczych, żeby nie relacjonował tego, czego relacjonowania PO-PiS sobie nie życzy?